Dwa słowa, które zmieniły moje życie. Twoje też zmienią

Siedziałyśmy razem na kolacji. Ona jadła ulubiony włoski makaron ze szpinakiem, ale bez szpinaku. Tak, i tacy ludzie się zdarzają, którzy uwielbiają konkretny sposób przygotowania posiłku, ale bez tytułowego składnika – i tak było w tym przypadku. Pasował jej kurczak, oliwa, czosnek i camembert – szpinak psuł danie. Ale jeśli zapytasz ją, jaki jest jej ulubiony makaron, to powie Ci, że papardelle ze szpinakiem. Ja już się temu nie dziwię, bo znam ją nie od dziś, ale kiedy idzie z kimś na kolację pierwszy raz, zawsze pada milion pytań i co gorsza – opinii. Że jest dziwna, że nie zna się na kuchni, że nie wie co dobre, że wymyśla, że gdzie ona męża znajdzie, jak ma zastrzeżenia do głupiego makaronu, to do chłopa to dopiero będzie miała problemów, że ho ho. Kelnerka przyniosła danie i jak każdy oczywiście nie omieszkała skomentować, że pierwszy raz ktoś zamawia makaron ze szpinakiem bez szpinaku, że to bez sensu. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo znałam ten tekst na pamięć. Teresa popatrzyła na mnie i powiedziała:

– Już mnie to nie rusza. Tylko kiedyś też mnie nie ruszało, ale myślałam, że jestem dziwna. Teraz nadal mnie to nie rusza, ale coś się zmieniło – wiem, że mimo wszystko jestem normalna 🙂 Ale dopiero psychoterapeuta musiał mi to wytłumaczyć. Zapłaciłam 100 zł, a właściwie to 1000 zł, bo każda sesja po stówkę, żeby usłyszeć dwa słowa, które na zawsze zmieniły moje życie. Zgaduj. Płacę rachunek i jeszcze zabieram Cię na podwójne lody, jeśli zgadniesz.

Patrzyłam na nią mocno zaskoczona. Wiedziałam, że odpowiedź jest bardzo nieoczywista, skoro Teresa, fanka fit jedzenia i przeciwniczka lodów zimą, jest w stanie zabrać mnie do lodziarni i jeszcze za to zapłacić. W głowie miałam mnóstwo pomysłów. Może daj sobie czas, weź kilka głębokich oddechów, przegadaj na spokojnie temat – szczerze, nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Teresa widziała, że w głowie mi się kotłuje i miała z tego nie lada satysfakcję, bo z nas dwóch, to ja miałam duszę psychologa i często potrafiłam popatrzeć na sprawy w zupełnie inny sposób i wyjść z każdej sytuacji obronną ręką. Jednak tego, co zaraz miałam się dowiedzieć, nie wymyśliłabym NIGDY.

– Całe życie chciałam być perfekcjonistką. Wiedziałam, że w szkole muszę być dobra z wszystkiego, żeby mieć świadectwo z paskiem. Rodzice wysłali mnie na dobre studia, które miały mi zagwarantować świetną posadę. Skończyłam je, posadę dostałam. I wszystko było super, każdy był zadowolony. Po latach, to co robię, zaczęło mnie męczyć. Kompletnie tego nie czułam – zaczęłam więc po godzinach robić to, co zawsze kochałam. Zdjęcia. Przestałam zostawać po godzinach, przez co awans śmignął mi przed nosem. Nie przejmowałam się tym, bo coraz bardziej wkręcałam się w zdjęcia. Do czasu. Aż znaleźli się tacy, którzy mi wytłumaczyli, że robię źle. Rodzice byli mocno niezadowoleni, bo nie mogli się pochwalić córką robiącą oszałamiającą karierę w wielkiej, wrocławskiej korporacji. Babcia ciągle powtarzała, ile to zarabia moje kuzynostwo, że stać ich na duże mieszkanie, że awansują, że Tomek to jest już menegerem, a Dorota zrobiła aplikację i będzie zarabiała grube tysiące jako prawniczka. Wtedy zaczęłam się czuć głupia, niewartościowa, zaczęłam rozumieć, jakie błędy popełniłam. Nie potrafiłam zdecydować, czy zostać w pracy, czy zająć się budowaniem biznesu, o jakim zawsze marzyłam. Czułam, że zawodzę wszystkich na całej linii. Mijały tygodnie, a ja czułam się coraz gorzej. Któregoś dnia Patryk powiedział, że mam iść do specjalisty, bo coś nie tak się ze mną dzieje. Najpierw popukałam się w czoło. Później, pod pretekstem wizyty u znajomych, zabrał mnie do psychoterapeuty. Kinia, to był moment, kiedy najpierw miałam ochotę go zabić, a potem dziękować mu, za uratowanie mi życia.

Tak jej słuchałam, i słuchałam i w końcu wypaliłam:

– Teresa, dalej nie wiem, w co brniemy i co ma z tym wspólnego makaron ze szpinakiem.

– Chodzi o oczekiwania. Kiedy idziemy do restauracji, ludzie oczekują, że zachowasz się normalnie. Normalnie, według ich standardów. Tak samo miałam w życiu – cały czas spełniałam oczekiwania innych. Studiowałam to, w czym przyszłość widzieli rodzice. Pracowałam tam, gdzie dobrą przyszłość widzieli dla mnie rodzice. Wszystkim, co robiłam, starałam się wszystkim dogodzić. Wtedy zaczynały się pretensje i obwinianie mnie, potem ja obwiniałam siebie. Każda decyzja powodowała we mnie poczucie winy, że kogoś zawodzę, tym co robię. Nie patrzyłam na to w ten sposób, że inni robią mi pod górkę, że to oni powinni mnie wspierać, być obok i pomagać. Cały czas widziałam, że to ja ich zawodzę i to ja robię źle.

– To jak to się stało, że rzuciłaś pracę i poszłaś na swoje?

– I tu dochodzimy do tych dwóch słów, za które zapłaciłam ponad 1000 zł.

– No mów.

– Odpieprz się. Od siebie.


Minęło od tej rozmowy naprawdę dużo czasu, a ja za każdym razem, kiedy zaczynam się sama siebie czepiać, przypominam sobie te dwa słowa: odpieprz się do siebie. Mam czasem poczucie, że coś robię źle, że niedokładnie, że mogłabym lepiej – wtedy zadaje sobie pytanie, czy na pewno to są moje oczekiwania, czy może za bardzo myślę o tym, żeby zadowolić innych. Jeśli tak jak ja, masz naturę perfekcjonistki, z którą ja walczę od kilku lat – doskonale Cię rozumiem.

Pomyśl, ile razy stawałaś przed lustrem i miałaś pretensje do samej siebie o za krągłe biodra, za mały biust, włosy nie takie. Ile razy myślałaś, że ktoś potrafi to i tamto i jeszcze tamto, a Ty TYLKO to i to. No ale czym się chwalić, skoro to nic takiego. TAMTA to wygląda i umie pięć razy więcej. Ile razy takie czepianie się siebie zablokowało Cię, sprawiło, że przestałaś robić coś, bo przecież ktoś inny się do tego lepiej nadaje. Ile razy uważałaś, że ktoś ma prawo Cię oceniać, a Ty mas obowiązek się do tego ustosunkować i wziąć rady do serca. Nie musisz. Skoro ktoś ma prawo Cię ocenić, Ty masz prawo tego wysłuchać i zapomnieć, nic z tym nie zrobić. Bo to kogoś opinia, nie Twoja.

Doskonale też wiem, jak bardzo potrzebujesz tego odpieprzenia się sama od siebie – bo zamiast cały czas się siebie czepiać i obwiniać za wszystko, lepiej wziąć głęboki oddech i zadać sobie pytanie: Czy to co robię, daje mi szczęście? Sprawia, że jest w porządku? Czy jestem w porządku sama w stosunku do siebie? Czy spełniam swoje oczekiwania, czy może męża, rodziców, przyjaciółki?

I mam bardzo dobry pomysł: zróbmy sobie raz w miesiącu dzień odpieprzania się od siebie 🙂 Aż wejdzie w krew!