Dalej nie wierzę, że powiedział tak do babci. Autorytet runął

O tym, że dzieciaki są świetnymi obserwatorami i że zawsze swoje cięte riposty idealnie dostosowują do okazji pisałam już wielokrotnie. Moje dziecko jest tego świetnym przykładem. Zawsze ma odpowiedź na każde pytanie i zawsze wie co odpowiedzieć. Adekwatnie do sytuacji. Czasem sam zaczyna dyskusję. Zwłaszcza, kiedy rzeczywistość nie zgadza mu się z opisywanym porządkiem przez dorosłych. I to będzie tekst o porządku.

Założę się, że u Was w domach też toczą się zażarte dyskusje o to, kto po sobie nie sprząta. Są wieszaki na kurtki, a kurtki leżą obok. Jest zmywarka na naczynia, a naczynia leżą w zlewie. Jest kosz na brudne skarpetki, a skarpetki leżą pod fotelem. Mnożyć przykładów można byłoby wiele…

A najśmieszniejsze jest to, że najczęściej wymagamy porządku od dziecka. Choć sami trochę w tym temacie kulejemy, dziecko ma być czyścioszkiem, pokój posprzątany, kredki poukładane w piórniku. No dobra, trochę przesadziłam z tymi kredkami. Ale rodzice wymagają od dziecka sprzątania po sobie i dobrze. Zapominają jednak, że każdy ich ruch jest pod obserwacją.

U nas w rodzinie porządkowe odstępstwa od normy najbardziej drażnią moją mamę. Oczywiście stara się jak najlepiej wytłumaczyć młodemu, że zawsze należy odkładać rzeczy w miejsca, z których się je wzięło. I dobrze jej szło. Do tego dnia. Dnia w którym runął jej autorytet bycia wyrocznią porządku w rodzinie.

Bawiliśmy się z młodym w jadalni. W pewnym momencie on biegnie do mojej mamy i z pretensją w głosie mówi:

– Babciu, a Ty krzyczysz na różne osoby, że za sobą nie sprzątają, a sama zostawiasz bałagan.

Moja mama lekko zbita z tropu pyta go o co chodzi, na co młody z jeszcze większym oburzeniem odpowiada.

– Nie wiesz o czym mówię? To chodź pokażę Ci.

I prowadzi ją do biura.

– Widzisz? Zostawiłaś kurtkę i szalik na fince a to nie jest ich miejsce. Od tego jest wieszak.

Miejcie się na baczności. Młode pokolenie Perfekcyjnych rośnie.