Dajesz dziecku słodycze „na zdrowie”? Hodujesz w domu małego lekomana uzależnionego od tabletek i od cukru

Tak. Pamiętam, jak mną wstrząsnęło, kiedy przeczytałam to zdanie. Co prawda gdzieś z tyłu głowy miałam, że witaminy w słodyczach to pewnie ściema, ale kupując je czułam się trochę „rozgrzeszona”. Bo mimo, że to słodycze, to jednak z witaminami. Tak – oficjalnie się do tego przyznaję, że zdarzało mi kupować słodycze w takim właśnie kontekście. I nigdy, ale to PRZENIGDY nie myślałam o tym w taki sposób, jak w tytule – że podając leki owinięte w słodką otoczkę, utrwalam w dziecku nawyk sięgania po słodkości i leki „na zdrowie”. I tu nagminnie obserwuje, jak moje dzieci dostają coś słodkiego od bliskich z dopowiedzeniem, jakby taką niewidzialną etykietką przyklejoną do lizaka: „Wiem, że słodkie, ale to z witaminami. Na zdrowie”.

Aj, widzę Twój uśmiech pod nosem – znasz to 🙂

I wiesz co, jak też je kiedyś kupowałam – przyznaję się otwarcie. Ale przecież to żaden wstyd popełniać błędy – wstydem byłoby je popełniać świadomie. I brnąć w to wiedząc, że robi się źle. Człowiek uczy się całe życie. Kiedy zaczęłam bardziej interesować się zdrowym żywieniem, sposobem budowania odporności i dbania o zdrowie, zaczęłam z uśmiechem mijać półki sklepowe z płatkami z witaminami, cukierkami z witaminami, sokami z witaminami, śmiało pchając wózek w stronę warzyw i owoców. A kiedy tak zatrzymywałam się na chwilę, to w głowie znów miałam ten głos: „Mamusia daje dziecku słodki suplemencik na odporność i mówi: „Pij na zdrowie”, albo tatuś daje cuksy z witaminami i mówi: „Jedz na zdrowie”. Daje tego cholernego lizaka i jeszcze wmawia dziecku, że to jest „na zdrowie”. I co dziecko po takim praniu mózgu myśli? „Będę zdrowe, jeśli będę jadło słodycze na odporność”. MASAKRA”. Tak, dziecko z dużym prawdopodobieństwem stwierdzi, że je słodycze po to, by być zdrowym. Bo czym niby różni się zwykły cukierek od tego z witaminami? Niczym.

Leki… to też nawyki

Dużo mówi się o programowaniu żywieniowym dziecka w pierwszych latach życia. W końcu wtedy poznaje smaki, zapachy i ma to duży wpływ na jego nawyki i preferencje żywieniowe w kolejnych latach. Fajnie, żeby kojarzyło zdrowie ze zdrowym jedzeniem, a nie z tabletkami. A przecież podając dziecku żelki na odporność, syropy na apetyt, lizaki z witaminami pokazujemy mu, że zdrowie i te nieszczęsne witaminy pochodzą z leków i słodkości, a nie ze zdrowej i zbilansowanej diety. I tak, zgadzam się, są sytuacje, kiedy witaminy podać trzeba, co więc mówić maluchowi, żeby utrwalać dobre nawyki a nie szkodliwe? Tu znów pojawia się mój głos: „Nie powielaj kłamstw, którymi karmią nas marketingowcy firm farmaceutycznych. Lepiej nie powiedzieć nic niż mówić: „Masz żelka na zdrowie”.

Czy moje dziecko potrzebuje tych witamin?

Odpowiedź jest jedna – trzeba to po prostu sprawdzić. Kiedy leczyłam nowotwór, szukałam magicznego sposobu na swoje zdrowie – po przeczytaniu setek publikacji, składów suplementów i cudownych proszków wiem jedno. Nie ma magicznego leku na odporność. A po witaminy sięgam wtedy, kiedy badania wykazują ich niedobór. I powiem Ci coś jeszcze – odkąd postawiłam na zróżnicowaną dietę, naturalne probiotyki, suplementuję tylko witaminę D, odkąd baczniej przyglądam się temu, co jem – moje wyniki nigdy nie były tak dobre, jak teraz. Tak samo staram się postępować z dziećmi – najpierw dbam o ich zdrową dietę, bogatą w warzywa i owoce, czyli witaminy naturalne. Wyciskam też soki ze świeżych owoców i warzyw, bo wtedy łatwiej mi przemycić to i owo 🙂 I raz do roku robię im badanie krwi, żeby sprawdzić, czy czegoś im nie potrzeba. A kiedy wydaje mi się, że coś się dzieje – konsultuje to z lekarzem rodzinnym. I Ciebie do tego zachęcam – witaminy nie sprawią, że dziecko przestanie chorować. Pamiętaj też, że suplementy nawet z apteki, nie mają cudownego działania – suplementy to nie leki. A tylko leki mają udowodnione, przebadane działanie. Suplementy i słodycze z witaminami… to kupowanie obietnicy działania 🙁 Tylko tyle.

Czyli co podawać dziecku, gdzie te naturalne multiwitaminy?

Różnorodne jedzenie – z wszystkiego po trochę i będzie dobrze! Pamiętaj o warzywach i owocach, zakwasach i kiszonkach, kwasach omega, rybach, kaszach, orzechach i wodzie do picia. Kiedy Kacper był mały, jadł tylko… zielone warzywa. Taki ewenement miałam. Czerwonych nie jadł z jakże ważnego dla trzylatka powodu, nie podlegającego dyskusji – bo były czerwone. Także zamiast pomidorów, podawałam mu… sosy pomidorowe w makaronie, zapiekankach, zupie, jako dodatek do mięsa. Wychodziło to raz lepiej, raz gorzej, ale do przodu!

Wiesz, tak myślę, że my rodzice kupując „zdrowy słodycz„, taki co na kolorowym opakowaniu ma napis „Z witaminami” kupujemy przede wszystkim sobie… rozgrzeszenie tego, że dzieci jedzą słodycze. A z drugiej strony – pewnie wiele z nas, tak jak i ja kiedyś, myślą – że skoro ma już jeść słodycze, to lepiej niech je te z witaminami. I ja Cię absolutnie rozumiem. Bo wszystkim nam zależy na zdrowiu i dobru dzieci. Ale wiesz co? Da się z tego wyjść obronną ręką. Jeśli dziecko ma wskazanie do przyjmowania witamin lub podajesz witaminę D, którą powinny przyjmować, podawaj ją w formie leku. Po prostu. Niech lek będzie lekiem, a kawałek czekolady kawałkiem czekolady. Bo jak mówi ten mój głos: „Zdrowy rozsądek ponad wszystko”.

No dobra, teraz czuję się trochę jak nastolatka, która z wypiekami na twarzy czekała na rozwiązanie tajemnicy, kim jest Wielki Brat i kto podkłada mu głos 🙂 Głos, który mi podpowiada na zakupach, ale i w kwestiach zdrowotnych mojego dziecka, to… Pan Tabletka. Możecie go znać z genialnych analiz specyfików aptecznych, w końcu to doskonały farmaceuta.Czasem krzyżuje moje plany brutalną prawdą, ale robi to w tak wyważony i kojący sposób, że zamiast być mi wstyd, czuję się zaopiekowana i wygrana jako mama. A głos ma naprawdę kojący, możesz sama sprawdzić w jego kursachaudiobooku, na podstawie którego napisałam ten tekst.

I mamo pamiętaj – nie jest wstydem popełniać błędy. Dobrze jest wiedzieć, gdzie szukać rozwiązań i sprawdzonych informacji. Dobrze jest mieć takiego Pana Tabletkę, który wytłumaczy i wesprze, kiedy trzeba. Nawet nie wiesz, jak cieszy mnie to, że w ramach współprac mogę tworzyć tak wartościowe treści!

Zostawiam Ci link do jego kursów – z kodem „zdrowa30” kupisz je w naprawdę świetnej cenie, bo aż 30 procent taniej. A audiobook kosztuje mniej, niż kawa z ciastkiem na mieście. Dla mnie to nic innego, jak inwestycja w mój, rodzicowy spokój i zdrowie mojego dziecka. I w to, że nikt mi już nie wmówi, że lizaki z witaminami, to na zdrowie 🙂