Czy wychowałam dziecko nieczułe na ludzką krzywdę?

Kilka dni temu zadałam sobie właśnie to pytanie. Póki co, nie dyskwalifikuje siebie jako matki, ale muszę przemyśleć pewne kwestie… Już Wam opowiadam, co skłoniło mnie do takiej refleksji.

Skończyłam pracę i schodziłam na dół, do kuchni. Tam czekał na mnie Kacperek z mamą. Wzięłam kubek z kawy, butelkę wody pod pachę i miseczkę ze skórkami po owocach. Jak zawsze schodziłam bez kapci i jak zawsze nie patrzyłam pod nogi. Do zejścia mam dość dużo schodów, ale znam je na pamięć. Tym razem pamięć zaszwankowała… Myślałam, że jestem już na miejscu… A jednak nie. Taki psikus! Został jeszcze jeden schodek. Runęłam jak długa na ziemię. Całe szczęście, obróciłam się jakoś bokiem i tym sposobem nie uderzyłam się w kręgosłup. Mam za to zbity bok, siniaka na ręce, potłukłam miskę, a fusy z kawy były dosłownie wszędzie. Przybiegła moja mama z Kacperkiem, a ja leżę na ziemi i się śmieję…

Młody zobaczył mnie i w płacz.

Szybko się pozbierałam, żeby dziecko nie płakało. W głębi serca myślę, jakie ja mam dobre dziecko, takie kochane o miękkim serduszku, martwi się o mamę. Tłumaczę mu, że mamusi nic się nie stało, że nic mnie nie boli i proszę, żeby już nie płakał. Młody wziął głęboki oddech i między jednym a drugim szlochem mówi do mnie z żalem:

– Ale miskę stłukłaś! Taką ładną!

Myślę, że ta sytuacja nie wymaga komentarza. Też macie takie nieczułe maluchy w domu? 🙂

W bonusie zdjęcie tej pięknej katastrofy. A ja szukam miski, żeby odkupić 🙂 Szarej, z białym środkiem.

cam00033

Dobranoc.

PS Na zdjęciu troszkę zimy, żeby oswoić się z coraz zimniejszymi dniami 🙂