Co zrobić, żeby znajomość przetrwała lata? I dlaczego codzienny kontakt wcale w tym nie pomaga?

Notatniki są, galaretki w czekoladzie spakowane, prezenty dla dzieci i Michałki dla cioci. Zostało mi tylko zerknięcie na listę mamy, czy chce coś dorzucić i gotowe! Pakowałam wczoraj paczkę dla mojej kuzynki z Niemiec. A właściwie to przyszywanej kuzynki, bo rodziną nigdy nie byłyśmy. Tak się w życiu podziało, że nasze mamy przyjaźniły się w dzieciństwie. W 5 klasie ciocia Sabinka, czyli przyjaciółka mojej mamy, wyjechała do Niemiec. I kontakt się urwał. Kurcze, jak teraz o tym pomyślę, to jest to wręcz nie do ogarnięcia! Dzieciaki, bez telefonu, bez znajomości „świata”, bo wyjazd do Niemiec był niczym lot w kosmos. W zupełne nieznane. A jednak – dzisiaj, po 50 latach, mamy fantastyczny kontakt z ciocią Sabiną, jej rodziną i moimi przyszywanymi kuzynkami, które kocham jak siostry, których nie miałam 🙂 Dlaczego o tym piszę? Bo o przyjaźń bardzo trudno dbać. Zwłaszcza, kiedy zostaje w jednej chwili przerwana i ogranicza ją ogromna odległość.

Moja mama i ciocia Sabinka to klasyczny przykład przyjaźni z dzieciństwa, która przetrwała wszystko. Wyprowadzkę z Polski, stan wojenny, brak internetu i telefonu. I przetrwała. Mama do dziś wspomina, jak dostawała od Sabiny paczki z Niemiec. Piórnik z wyposażeniem, pióro i zmazywacz. I listy. Listy, które szły tygodniami. Później, kiedy mama była pełnoletnia i w końcu mogła Sabinę odwiedzić, wybuchł stan wojenny. I kolejna próba przyjaźni. Też przetrwała. A później to już ja pamiętam bardzo dużo, czyli pierwszy wypad do Niemiec, kiedy miałam dwa latka, wspólne wakacje z moimi kuzynkami-niekuzynkami i tysiące pięknych wspomnień. Pamiętam też, kiedy razem z mamą spakowałam swoją pierwszą paczkę do Niemiec. Byłam z siebie taka dumna, bo kupiłam i spakowałam wszystko to, co moje kuzynki lubiły i długie listy. Paczka nie była duża, za to ogrom serca w niej był. Pamietam też doskonale, minę mojej mamy, kiedy poszłyśmy na pocztę nadać pakunek. Cena przesyłki kilkukrotnie przewyższyła cenę tego, co była w niej, w środku. Jak na tamte czasy był to ogrom pieniędzy. Koniec końców ktoś znajomy jechał na dniach do Niemiec i naszą paczkę zabrał. Dziś na to wspomnienie tylko się uśmiecham, bo przesłanie mojej paczki jest w zupełnie normalnej cenie. No i umówmy się, jestem nieźle wprawiona w temacie paczek, bo codziennie pakuję dla Was Notatniki Najlepszych Chwil, których transport ułatwia mi inpost kurier (swoją drogą, mój Pan kurier jest przesympatyczny i zawsze przymyka oka, kiedy mówię: „Jeszcze sekunda, jedna paczuszka została, dobrze?”:)) oraz inpost paczkomaty.  

Teraz, wysyłają paczkę za granicę, wchodzę na furgonetka.pl, szukam najtańszej opcji dostawy przez kuriera, jeden klik i paczka za kilka dni u mojej Jenny. Takie drobne przesyłki z okazji świąt, urodzin, czy innych ważnych wydarzeń życiowych, to nie tylko fajne prezenty. To coś znacznie więcej! To pokazanie, że pamiętasz, to bliskość, to budowanie pięknych wspomnień. To tak samo ważne, jak ten list, który się pisało kiedyś. To jak rozmowa telefoniczna czy przez komunikator internetowy. To drobne rzeczy, które sprawiają, że komuś robi się ciepło na sercu. Ja takie przyjemności uwielbiam sprawiać! Trochę jak poczta kwiatowa 🙂

Czy brak codziennego kontaktu osłabia te przyjaźnie? Nie. Bo się szanujemy, wiemy o swoich pracach, życiach i zobowiązaniach. Wiemy też, że kiedy trzeba, druga strona zawsze odbierze telefon i pomoże. Lub razem pomilczymy. Bo tylko z prawdziwymi przyjaciółmi nie jest Ci głupio, kiedy nastaje niezręczna cisza.

Stąd moja historia. Historia o tym, że jak się bardzo chce, to się da. Ale nic samo nie przychodzi. Potrzeba chęci z obu stron. Bo sama też mam takie przyjaźnie, które mimo odległości, pielęgnujemy. Przyjaźnie, gdzie możemy nie rozmawiać ze sobą tygodniami, czasem miesiącami, a kiedy do siebie zadzwonimy, to gadamy tak, jakbyśmy się widziały na kawie wczoraj. I zawsze chętnie się odwiedzamy i nigdy nie czujemy się w swoim towarzystwie obco. Bo przyjaźń, to takie niewidzialne coś, co sprawia, że czujesz z tym kimś „więź”. Jest też taką kotwicą, a może i portem? Bo kiedy burza, kiedy deszcz, kiedy dawno nie widziałeś tego „portu” to mimo wszystko wiesz, że gdy do niego zawitasz, przywita Cię z otwartymi rękami. I nie będzie Ci „głupio, bo dawno nie gadałyśmy”. Będzie Ci po prostu – swojsko, dobrze. Jak w domu.

I takich przyjaźni Wam życzę. O takie przyjaźnie trzeba dbać.

*Ten sentymentalny powrót do pięknych wspomnień był za sprawą portalu furgonetka.pl, czyli pośrednika w sprawianiu niespodzianek 🙂 Bo umożliwia bezpłatne nadanie przesyłki gdziekolwiek i skądkolwiek chcesz. To naprawdę proste, a ja nie lubię skomplikowanych rozwiązań. W końcu każdy problem rozwiązujemy jak zadanie matematyczne, czyli sprowadzeniem do najprostszej postaci.

Czyli:
1. Wchodzisz na furgonetka.pl, przebierasz i wybierasz pośród kilkudziesięciu możliwości dostawy od znanych kurierów.
2. Wybierasz miejsce odbioru: czyli z domu lub pracy, lub sam dowozisz do miejsca odbioru paczek.
3. Gotowe. W 5 minut wyszukujesz najtańszej opcji, oszczędzasz nawet 70 procent na przesyłce i starcza jeszcze na kawę 🙂
4. A potem pijąc tę kawę monitorujesz przesyłkę!