Co zabija związek dwojga ludzi?

Luty, miesiąc miłości, a ja Ci tutaj o rozpadzie związków opowiadam. I jak zawsze – nie bez powodu. Dostaje od moich Czytelników mnóstwo pytań, jaką mam receptę na udany związek. Jak to się dzieje, że pomimo 17 lat razem, dalej w naszych oczach widać miłość – cytuje Wasze słowa. Ale też w pełni się z nimi zgadzam, bo choć nasz związek przechodził różne fazy i sinusoidę emocji, z roku na rok jest mocniejszy. Czy my się kłócimy? Oczywiście! Zwłaszcza o to, o co większość związków, czyli o porozrzucane skarpety, naczynia w zlewie i o to, kto ma kupić prezent dla teściowej 🙂 Ale wiesz co? Będąc świetnym obserwatorem ludzi i życia napiszę Ci, jakie przekonania i sytuacje mogą wpływać na złą kondycję związku – na podstawie obserwacji siebie, bliskich i dalszych mi znajomych oraz spostrzeżenia moich Czytelniczek.

Zanim jednak przejdę do tekstu chciałam zaznaczyć, że nie mówimy tutaj o zdradzie, kłamstwach, przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej, które nigdy nie powinny się w żadnym związku wydarzyć. Pisze tutaj o sytuacjach, które zdarzają się każdego dnia, czasem powielamy je nieświadomie, a powoli niszczą związek, w myśl zasady, że kropla drąży skałę.

Co zabija związek?

“My nie musimy rozmawiać, bo rozumiemy się bez słów”
Moja koleżanka Kasia, która jest mediatorem rodzinnym powiedziała mi kiedyś, że nie ma par, które się nie kłócą. Nie ma par, które zawsze myślą na każdy temat tak samo i rozumieją się bez słów. Że kiedy jakaś para mówi jej, że w ogóle się nie sprzeczają, budzi to w niej niepokój i podejrzenie. Bo jeśli jest dwoje ludzi, zupełnie innych, normalnym jest, że spędzając ze sobą czas, trafiają na rzeczy, o których myślą inaczej.

Tak samo, jak normalnym jest, że ludzie ze sobą rozmawiają. Brak rozmowy moje Czytelniczki wskazały jako pierwszy krok do rozpadu związku. Problemy same się nie rozwiązują. Tak samo, jak nie można wiecznie wszystkiego przemilczeć. Kiedyś napisałam, że z problemami w związku jest trochę tak, jak z zamiataniem. Kiedy zamiast je rozwiązywać, będziemy udawać, że ich nie ma, to trochę tak, jakby ciągle zamiatać śmieci pod dywan. Póki jest ich mało, nie widać ich. Ale przyjdzie dzień, że będzie ich tak dużo, że ktoś się o nie potknie. I to będzie bardzo bolesny upadek.

Rozmowa. Rozmowa i jeszcze raz rozmowa.

“Zmieniłeś się. Nie jesteś taki, jak 10 lat temu”
Kiedy przypomnę sobie mojego męża sprzed 17 lat, widzę zupełnie innego chłopaka, niż mam przed oczami teraz. Oczywiście, priorytety i cechy, jakie w nim pokochałam, nie zmieniły się o 180 stopni. Ale zmieniły. I trudno byłoby wymagać, żeby był taki sam, jak wtedy. Bo po pierwsze oznaczałoby to, że się nie rozwija, a po drugie – że nie widzę tego, jak bardzo zmieniłam się ja sama. Ludzie przez lata dojrzewają, nabierają doświadczenia życiowego, obracają się w kręgu różnych ludzi. Przechodzą sytuacje, które mocno wpływają na ich poczucie własnej wartości, charakter, światopogląd. Na życie. Naiwne więc byłoby wiązać się z kimś z nadzieją, że będzie już zawsze taki sam.

“Przeciwieństwa się przyciągają”
Jesteśmy z mężem różni. On zapalony sportowiec, a ja? Moje legginsy zaznają sportu, kiedy wrzucam je do pralki 🙂 I absolutnie nie ma w tym nic złego, że wiążą się ze sobą ludzie, którzy bardzo się różnią. Jest tylko jeden ważny element, bez którego to może się nie udać: różnić może się wszystko, ale priorytety powinny się zgadzać. I zanim ktoś mi zarzuci, że tutaj powinien wjechać kompromis, bo życie to nieustanne kompromisy – powiem tylko jedno: NIE. Kompromisy są bardzo dobre, kiedy wybieramy między naleśnikami a makaronem na obiad. Kiedy dziś jedziemy do moich rodziców, jutro to Twoich. Kiedy Ty pracujesz rano, to ja jestem z dziećmi, a po południu zmiana. I to jest jak najbardziej ok. Schody zaczynają się, kiedy różnice światopoglądowe i priorytety życiowe są od siebie bardzo oddalone.

I nie zagłębiając się w temat, zostawię Ci jedno zdanie, które ostatnio usłyszałam i dało mi bardzo do myślenia. Mam nadzieję, że i Ciebie skłoni do refleksji: “Między dwojgiem ludzi muszą się zgadzać priorytety. Bo kiedy ja kocham morze, a on kocha góry i zdecydujemy, że zamieszkamy na nizinach, to ani ja nie będę szczęśliwa, ani on. To się na dłuższą metę nie uda.”

“Ale Ty tak zawsze robisz. Zawsze”
A to nie prawda, przecież wiesz o tym. Trochę się uśmiecham, kiedy to piszę, bo kiedyś też tak mówiłam. Aż ktoś mi wytłumaczył, że przecież mówię to w nerwach tylko po to, żeby zranić drugą osobę. Żeby jej pokazać, że to jej wina. Zamiast porozmawiać. Dziś tak nie mówię, kiedy się wkurzę, a w głowie kotłuje mi się milion myśli i emocji. Staram się unikać bardzo mocno stwierdzeń: “Ty tak zawsze” oraz “Ty tak nigdy”. Choć tak naprawdę przestałam to robić w momencie, kiedy uświadomiłam sobie, jak mnie to boli, kiedy ktoś bliski, tak mówi do mnie.

Bo to nie prawda, że nigdy nie zbiera skarpetek spod łóżka. Bo to nie prawda, że zawsze zapomni kupić cytryny i nie wyniesie śmieci idąc do pracy. To nie prawda, ale mówiąc to tak bardzo podkreślamy to przewinienie. Przewinienie, które kiedy mamy dobry humor, w ogóle jest niezauważone. A kiedy mamy kiepskie samopoczucie, tak bardzo pomaga się wyładować.

Myślałaś kiedyś o tym w taki sposób?

“Faceta trzeba wychować przed 30tką”
Pamiętam, że przeczytałam to jako nastolatka w jakimś kolorowym pisemku. Później słyszałam to jeszcze kilka razy od starszych koleżanek. A później zrozumiałam, że nie da się zbudować człowieka na nowo, wyrzucić z niego to, co mi nie pasuje, wsadzić nowe cechy i zachowania, żeby pasował do mojego wyobrażenia ideału mężczyzny.

I nie mówię, że nie próbowałam – bo pewnie podświadomie nieraz próbowałam coś zmienić, bo coś mi się nie podobało. Wyleczyłam się z tego na dobre, kiedy urodziło nam się dziecko. Wtedy zobaczyłam bardzo wyraźnie, że mój mąż umie poradzić sobie w każdej sytuacji, a to, że robi przy dziecku coś inaczej niż ja nie oznacza, że robi to źle. Robi to po prostu inaczej.

Ciągłe krytykowanie, poprawianie, narzucanie tego, co jest dobre a co złe. Sugerowanie, co powinien myśleć o danej sytuacji, osobie i wydarzeniu. Narzucanie mu swojego światopoglądu i interpretowania rzeczywistości. Może i na początku jest tu w jakiejś mierze satysfakcjonujące, ale na dłuższą metę? Ja chcę mieć partnera do życia, osobę przy której się rozwijam, od której uczę się nowego, z którą kroczę ramię w ramię, a kiedy trzeba, mogę się na tym ramieniu oprzeć. Nie chcę żeby mój partner był… moim kolejnym dzieckiem. Na tym polega partnerstwo – na zaakceptowaniu człowieka takim, jaki jest i zdecydowaniu, czy chce się z nim dzielić życie, czy też nie.

“Jesteście ze sobą? A może… obok siebie?”
Ciężko budować związek, kiedy non stop się ludzie mijają. Są okresy, kiedy jest wyjątkowo ciężko, grafiki napięte, pracy po kokardkę i wtedy ważne są tak drobne rzeczy, jak wspólna kawa, buziak o poranku, 10 minut rozmowy przed snem. I ja wiem, że każdy z nas jest bardzo zajęty – ale czasem wystarczy naprawdę niewiele, bo tak samo, jak liczy się ilość spędzanego razem czasu, tak samo liczy się jego jakość. Randki, wspólne wieczory z popcornem i filmem, spontaniczne wycieczki czy spacery. Czułe gesty, które nic nie kosztują, a tak bardzo mówią między wierszam: “zależy mi”. Bo kiedy znika właśnie to “zależy mi“, znika… związek.

Partnerem tego wpisu jest Klaudyna Hebda, aromaterapeutka kliniczna, która tworzy fantastyczne produkty oparte na naturalnych olejkach eterycznych i wiedzy zielarskiej. Klaudyna czuje esencje roślin i ich moc, jak nikt inny!

Na hasło „kinka” macie 5% rabatu na wszystko w sklepie Klaudyny.

I tutaj chciałabym Ci polecić fantastyczną rzecz, czyli AROMABAZĘ. Jest to baza do masażu – a masaż to wręcz czynność najbardziej zmniejszająca dystans między ludźmi! To czas we dwoje, to bliskość, intymność, moment na rozmowę, to chwila tylko dla Was! Aromabaza genialnie rozcieńcza olejki eteryczne, nawilża skórę i sprawia, że staje się bardzo delikatna w dotyku. I co ważne – niepotrzebnie nie tłuści (mój mąż ma alergię na wszelkie oliwki i olejki, od których wszystko jest później tłuste:)) i jest bardzo wydajna. Została stworzona z samych naturalnych składników:  macerat nagietkowy dla gładkiej skóry, macerat żywokostowy dla złagodzenia stanów zapalnych, macerat dziurawcowy — dla szybszej regeneracji, oleje kokosowy oraz jojoba — dla fantastycznego nawilżenia skóry oraz witaminę E — dla niesamowicie przyjemnej elastyczności.

I tutaj nie potrzeba znajomości żadnych skomplikowanych technik masażu. Wystarczy rozetrzeć aromabazę w dłoniach, dodać kilka kropel ulubionego olejku eterycznego np. mieszanka czterech alchemików, medytacja czy skupienie i masować skórę tak, jak Twój partenr/partnerka lubi najbardziej. To taki prosty gest który, cytując klasyka, znaczy więcej, niż tysiąc słów. Zostawiam Ci także link do masażu aromaterapeutycznego, który bez problemu wykonasz w domu! o TUTAJ.

Czy potrafię odpowiedzieć na pytanie: Co zabija związek dwojga ludzi?

Chyba tak. Brak czasu dla siebie, brak rozmowy, szacunku do siebie nawzajem. Wydaje mi się, że czas poświęcony sobie wzajemnie jest tutaj kluczowy. Bo jeśli mamy dla siebie czas – czy to wyjść gdzieś, porozmawiać przez telefon, posiedzieć wieczorem, przytulić się do siebie, pośmiać się i przegadać to i owo – możemy na bieżąco uczyć się siebie, rozwiązywać problemy, wspierać i pracować na związkiem. Bo związek to nieustanna praca nad nim. We dwoje. Jedna osoba tego nie udźwignie.

I linki, które mogą Ci się przydać:

AROMABAZA – kliknij TUTAJ
KOLEKCJA CZTERECH ALCHEMIKÓW – TUTAJ
OLEJKI ETERYCZNE – TUTAJ
ŚWIECE – TUTAJ

*Wpis we współpracy z Klaudyna Hebda.
*Realizacja foto: dudy.com.pl


Może zainteresuje Cię też tekst:

Czy warto kupować olejki na emocje? Jak to działa? Hit, czy kolejny… kit?