Chcesz amam? A może tutu?

Chodź do mami, dam Ci amam i tloskę tutu. A potem wsiądziemy do brum brum i pojedziemy papa. Od kiedy urodził się nasz syn, zwracaliśmy uwagę na to, żeby nie mówiono do niego po dziecinnemu. Dlaczego? Bo dziecko uczy się mówić naśladując rodziców. Bo co innego mówić zdrobniale, a co innego dziecinnie i niedbale.

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie wizyta z synkiem w kinie. Za nami siedział tata z dzieckiem, chłopczykiem może trzyletnim. I cały czas zwracał się do niego po dziecinnemu – Chceś piciu? Zlób tloszkę amam. Michasiu, chcesz już iśc papa? Rozumiem, że rodzice czasem tak mówią do maluszków, ale do tak dużego chłopaka? Przecież on to utrwala i później powtarza.

Nie mów po dziecinnemu
Kiedy mówimy do dziecka po dziecinnemu, ono po nas powtarza. Nie dziw się więc, kiedy maluch mówi „jestem sineczek”, zamiast „jestem syneczek”. Nienaturalne zmiękczanie głosek, zmiana tonacji na delikatną i słodką – to wszystko sprawia, że dziecko kiedy zaczyna mówić, mówi tak, jak słyszało to wcześniej. Dlatego tak ważne jest zwracanie się do malucha w poprawny sposób, aby nie uczyć go seplenienia. Kiedyś przyszła do nas znajoma i zaczęła mówić do Kacerka – Kaćpelek, a cio ty tutaj maś? Ojej! Jakie śliczne autko, takie brum, brum! Na co młody zmierzył ją wzrokiem i dyskretnie zapytał tatę – Co tej pani się stało, że tak dziwnie mówi? Nie umie normalnie?

Słowotwórstwo rodziców
Zastanawiałaś się kiedyś, po co rodzice wymyślają wyrazy zastępcze na pewne słowa? Ja tak. I nadal nie znam odpowiedzi. Po co mówić do dziecka – Chcesz tutu? Skoro można zapytać – Chcesz pić? Przecież ono to tak samo zrozumie. Oczywiście, jeśli zdarza się to rzadko, nie ma co panikować. Szczególnie tendencję do takiego mówienia mają ciocie i babcie. Jeśli zdarza się to sporadycznie, odpuszczam. Ważne, żeby dziecko dużo częściej spotykało się z normalnymi słowami, niż ich dziecięcymi odpowiednikami.  Po co stosować wyrazy, których… nie ma.

Gdy maluch przekręca słowa
Niektóre dzieci zjadają końcówki wyrazów, inne skracają słowa. Po prostu. I podobno nic w tym złego. Kiedy dziecko na kubek mówi „ek”, a na pudełko „ełko” – wszystko jest w porządku. Bo ono nie tworzy nowych słów i z czasem zacznie mówić je poprawnie. Nie ma więc powodów do niepokoju.

To jak mówić do dziecka?
Jest coś takiego, jak język rodzicielski. Jeśli się w tej chwili uśmiechasz, to wiesz o czym mówię. Polega na mówieniu do dzieci wolno, wyraźnie i radośnie. Używać krótkich zdań i komunikatów. Czasem wyrazy wyraźniej się intonuje i przeciąga pewne głoski, stosuje się zdrobnienia. Ma być melodyjnie i zrozumiale. Np. „Popatrz syneczku, to lampa. Lam – pa.”, „Kto ma ochotę na ciasteczko? Takie pyyyszne ciasteczko! Pychhha”.

Poprawiać malucha?
Powiem na naszym przykładzie – nigdy nie poprawialiśmy Kacperka. Przynajmniej tak, żeby to odczuwał. Kiedy coś źle mówi, odmienia, przekręca to powtarzamy to, co powiedział, ale już w poprawny sposób. Np. „Wczoraj poszłem do sklepu”„Tak, wczoraj poszedłeś do sklepu”. Ostatnio powiedział „Babcia wyniosła szywalnicę”. Chwilę potrwało zanim zrozumiałam, o co mu chodzi, po czym odpowiedziałam „Tak, babcia wyniosła maszynę do szycia”.

Rozwój mowy malucha należy wspierać. Sposób jest tutaj jeden – należy do dziecka mówić. Opowiadać mu od początku co się dzieje, co robimy i gdzie idziemy. Mówić o przedmiotach, jakie nas otaczają, o tym co widzimy za oknem. Śpiewać piosenki, opowiadać wierszyki, dużo czytać. Pamiętam, że kiedy chodziłam z synkiem na spacery, uwielbiał gdy recytowałam mu wierszyki Brzechwy i Tuwima. Później je powtarzał. Zaczął mówić dość szybko, bo już w wieku dwóch lat składał ładne zdania. Wiadomo, że każde dziecko uczy się mówić w swoim czasie, ale tę naukę warto wesprzeć. I dać dobry przykład. Na start.