ABC szczęśliwego życia: C jak „Cicha noc”

Dwa lata temu nie zdążyłam przygotować się do świąt. Nie umyłam okien, nie zrobiłam generalnych porządków, nie wytarłam kurzy z kuchennych szafek. Kartki wysłaliśmy na ostatnią chwilę, pewnie doszły w przerwie między świętami a Nowym Rokiem. Albo już  w styczniu. Upiekłam z synem tylko kilka rodzajów ciasteczek, a domek z piernika sklejaliśmy dwa dni przed Wigilią. Choinka… jaka była w ogrodzie, taką wzięliśmy. Co prawda nie miała z jednej strony gałązek, ale odwrócona do kaloryfera wyglądała w porządku. No i nie zdążyliśmy upichcić tyle potraw, co każdego roku wcześniej. Nie przygotowaliśmy się tak, jak wcześniej.

I… to były dla nas najlepsze święta, jakie mogliśmy sobie wymarzyć. Z diagnozą, bez pracy, z marzeniami i życzeniami zdrowia. Z miłością. To były święta, po których nic nie było takie same. Bo nauczyliśmy się bardzo ważnej rzeczy. A nawet dwóch. Bez nich nic nie byłoby dziś takim, jakie jest. Bez nich, nie mogłabym powiedzieć głośno: Dzisiaj jestem szczęśliwa.

Ambicje, czy Ty masz ambicje?

Pamiętam doskonale, kiedy urodziłam Kacperka i zdecydowałam się na urlop macierzyński, a potem wychowawczy. Pamiętam doskonale to pytanie: „I ty teraz tak będziesz siedziała w domu? Bez ambicji? Skończyłaś studia, pracowałaś w redakcji, a teraz?”. I choć wtedy byłam tak zaskoczona tym, co usłyszałam, że prawdopodobnie nic nie odpowiedziałam, dziś zdecydowanie potwierdziłabym: „Tak, bo ambicje to nie tylko kariera i kasa. Ambicje to coś więcej. A najważniejsze jest to, czy Ty jesteś szczęśliwa ze swoimi decyzjami”.

Nie ma czegoś takiego, jak jedna, jasno określona ścieżka rozwoju, która sprawi, że będziesz szczęśliwa w życiu. Nie ma zdefiniowanych składowych słowa „ambicje”, które pasowałyby do wszystkich ludzi. W końcu nie ma katalogu cech i umiejętności, nabycie których sprawiłoby, że odniesiesz sukces. Bo czym jest sukces? Żyjemy w czasach, gdzie nie wiadomo dlaczego miarą ambicji stała się suma pieniędzy, jaka co miesiąc wpływa na nasze konto i pozycja, jaką zajmujemy w pracy. To też wyznacznik sukcesu. Mój mąż prowadzi własną firmę, ktoś mu kiedyś powiedział: „We własnej firmie odnieść sukces to żaden wyczyn. Każdy głupi może sobie napisać na wizytówce „dyrektor”. Pracować gdzieś, gdzie ktoś Cię doceni, to jest osiągnięcie.” I dochodzimy do kolejnej ważnej kwestii – dla każdego miarą sukcesu jest coś innego. Czy to złe? Nie. Złe są chore ambicje i zazdrość.

Odpuszczać? To dla słabych

Sztuka odpuszczania to jedna z najważniejszych umiejętności, jakich nauczyłam się przez ostatnie lata. I z dumą dzisiaj wpisałabym to sobie w CV. Naprawdę. Nie wiem dlaczego, ale zawsze myślałam, że poddawanie się jest złe i świadczy o tym, że jesteśmy słabi. Nic bardziej mylnego. Odpuszczać potrafią tylko silne osoby i to sobie zapamiętajcie. Czasem w życiu wszystko się wali. Jestem tego doskonałym przykładem. I zamiast histeryzować, dwoić się i troić, żeby było jak wcześniej, żeby spełnić oczekiwania swoje i innych – warto odpuścić. Są sytuacje, z którymi naprawdę nie da się nic zrobić, a walka z wiatrakami przynosi dodatkowy stres i frustracje. Wtedy warto usiąść, zrobić sobie kawę i poczekać, aż sprawy same zaczną się rozwiązywać. Zobacz, ta Wigilia o której pisałam Ci wyżej – mogłam zasuwać od rana do wieczora, mogłam piec do nocy ciastka, sprzątać i pokazać światu, że jestem idealną panią domu. Odpuściłam. Wybrałam spokój, zabawę z dzieckiem, celebrację świąt tak, jak chcę, a nie tak, jak się przyjęło, że powinno się to robić. Czy ktoś ucierpiał na tym, że upiekłam 5 rodzajów ciastek, a nie 15? Że było 7 potraw, a nie 12? Że okna były nie umyte? Nikt. I powiem więcej – w tamtej sytuacji to było najlepsze, co mogłam zrobić. Czasu było mało, ja byłam słaba i nie było sensu się siłować w imię ambicji. Na co to komu? Wybrałam czas z rodziną i oni dzisiaj to pamiętają. Było mniej, a jakby bardziej z sercem, smaczniej i przytulniej.

Jeśli coś idzie nie po Twojej myśli, totalnie przerasta Cię sytuacja, nic nie możesz zrobić więcej – odpuść i poczekaj. Sytuacja i tak się zmieni. Nie wiesz jak, ale się zmieni. Bo zawsze się zmienia. Ty przemyślisz sprawy, sytuacja będzie się krystalizowała w jedną bądź drugą stronę i w końcu uda się coś z tym zrobić.

Czy masz wszystko, czego potrzebujesz, by być szczęśliwym?

Kiedy leżałam w szpitalu i czekałam na operację, myślałam o tym, czy jakby teraz moje życie się skończyło, to czy mogłabym o nim powiedzieć, że było wspaniałe. Że to, jak żyłam, co robiłam sprawiło, że nie chciałabym z nikim na życia zamienić i zwyczajnie być wdzięcznym za to,co w tym życiu było. Generalnie wiele było na plus. Ale nie wszystko. Wtedy zapytałam sama siebie, czy to, do czego dążę jest moją potrzebą, moją ambicją, czy może idę za tłumem i próbuję wpasować się w dążenie do celu, którego ludzie nazywają sukcesem. To okazało się kluczem.

Nie ma czegoś takiego, że każdy musi robić karierę, że każdy musi zarabiać miliony, mieć domek z ogródkiem. Dla każdego sukces jest czymś zupełnie innym i nikt nie ma prawa tego kwestionować. Pamiętasz jak w filmie „Dawca pamięci”, każdy człowiek miał przypisaną rolę, jaką będzie pełnił w życiu? Byli inżynierowie, byli nauczyciele, byli lekarze, ale i były matki biologiczne, których zadaniem miało być urodzenie i wychowanie dziecka. Nie może tak być, że zdecydowałaś się zawiesić karierę na czas wychowywania dziecka, a ktoś wytknie Ci brak ambicji. Twoją ambicją w tym momencie jest bycie mamą, bycie z dzieckiem i wychowanie go na dobrego człowieka. Nie może tak być, że nie poszłaś na studia, ale zostałaś cukiernikiem, i jesteś w tym doskonała, a ktoś zarzuca Ci brak ambicji. Nie każdy musi chcieć tego, co Ty chcesz. Może Ty chcesz ferrari, a komuś szczęście daje gorąca czekolada po pracy i planszówka z dzieckiem? To nie brak ambicji. To kwestia wyboru.

Jeśli pracujesz na kasie w sklepie, wracasz do domu, pijesz kawę i uśmiechasz się, jesteś szczęśliwa – wygrałaś. Jeśli Twoim celem jest praca w korporacji i pięcie się po szczeblach kariery, wracasz do domu, pijesz kawę i uśmiechasz się, jesteś szczęśliwa – wygrałaś. Goń za marzeniami, goń za sukcesami, jeśli daje Ci to szczęście. I szanuj tych, którzy tego nie robią – tak, oni bez tego też potrafią być szczęśliwi! Jeśli robisz coś tylko dlatego, że ktoś uważa, że to jedyna droga do sukcesu i szczęścia – zastanów się raz jeszcze. Nie żyjesz dla kogoś, żyjesz dla siebie. Ze swoim bagażem doświadczeń i pakietem ambicji. Nie oceniaj przez pryzmat tego, jaką pracę wykonujesz. Bo można być beznadziejnym kierownikiem, a można być najcudowniejszą opiekunką dla dzieci. Można kochać wakacje na końcu świata, a można uwielbiać chatkę na Mazurach lub pensjonat w Międzyzdrojach. Nie ma opcji lepszej, gwarantującej szczęście – jeśli Ty jesteś tam szczęśliwa, to najważniejsze. Ja nie chcę budować imperium, moje plany życiowe są takie a nie inne, a ścieżka zawodowa to jeszcze inna bajka – jestem szczęśliwa robiąc to, co robię.

Pieniądze są w życiu ważne. Ale nie one gwarantują szczęście. Choć jeśli Tobie dają takie poczucie, i Twoim celem jest zdobycie milionów? Świat stoi przed Tobą otworem. Na jednych z zajęć z psychologii wykładowca powiedział nam, że jeżeli zaspokoimy nasze podstawowe potrzeby czyli będziemy mieli gdzie mieszkać, będziemy mieli co jeść, będzie samochód którego potrzebujemy i pieniądze na zaspokojenie podstawowych potrzeb – dodatkowe pieniądze, premie, spadki i wygrane nie zwiększą naszego szczęścia. Bo szczęście to kwestia wyboru.

Naucz się odpuszczać. Usiądź, popatrz w ciemne niebo i zapytaj sam siebie: Czego ja chcę od życia? A może to inni chcą, żebym do tego dążył? Jaka praca, jakie życie daje Ci radość? Zwyczajne życie nie jest nudne, nie jest gorsze. I nie wyklucza robienia niezwyczajnych rzeczy.

Ta noc jest magiczna. Cicha noc. A jednak działa cuda.

 

Wszystkie wpisy z cyklu „ABC szczęśliwego życia”: