A Ty, czego się boisz?

A Ty, czego się boisz?

Siedzieliśmy w kolejce na tomografię. Każdy niemal odruchowo gładził miejsce, gdzie mieliśmy mieć zaraz wbity wenflon. Przypadkiem spojrzałam na jego kartę, poziom kreatyniny był zatrważająco nisko, właściwie, to nigdy nie widziałam ani nie słyszałam, żeby ktoś miał tak niski wynik. Spojrzałam na niego. Wyglądał całkiem dobrze. Wysoki, szczupły i opalony, jakby dopiero co wrócił z wakacji. Uśmiechał się. Naraz nasze spojrzenia się spotkały, i on z rozbrajającą szczerością zapytał, czy się boję. Odpowiedziałam, że trochę. Ostatnim razem wpuszczanie kontrastu strasznie bolało i tak, trochę się bałam. Chłopak uśmiechnął się i powiedział:

Ja tutaj jeżdżę już 15 lat. Dopiero co miałem badanie PET, a teraz wezwali mnie na tomografię. Czy jest dobrze? – zapytał nie odrywając wzroku od mojej zaciekawionej twarzy, jakby wiedział, o co chciałam zapytać – średnio. Ale tu przyjeżdżam. I nie martwię się, że muszę tutaj jeździć co kilka tygodni, czasem miesięcy. Dopóki tutaj jeżdżę, znaczy że żyję. Wiesz czego się boję?

Jego odpowiedź kompletnie mnie zaskoczyła.

Boję się, że nie będę mógł jeść. Miałem operację żołądka, kilka dni byłem dokarmiany dożylnie. Operacja się nie udała. Ja czuję się dobrze, wierzę w medycynę, robią tutaj co mogą. Ale boję się, że przyjdzie dzień, kiedy zamiast obiadu, dostanę kroplówkę. Boję się tego. Lubię jeść, lubię poznawać nowe smaki. Nie wyobrażam sobie życia bez jedzenia, takiego normalnego. Schabowy, albo kroplówka? Tak, tego się boję. Banalne, prawda?

Onkologia jest bardzo specyficznym miejscem. Po wizycie tam, przez kilka kolejnych dni chodzę jakby do tyłu. Nie ważne, czy to kontrola rutynowa, czy jakieś badania. To miejsce sprawia, że wychodzisz stamtąd jako inny człowiek. Te historie, ludzie, zachłannie łapane oddechy. I ta przyziemność. Przyziemność. Nigdzie indziej jak tutaj czujesz się na równi z wszystkimi. Nie ma tutaj znaczenia ile zarabiasz, jakim samochodem jeździsz, gdzie byłaś na wakacjach i czy chodzisz w markowych ciuchach. Tutaj dla ludzi liczy się ilość uścisków, dobrych słów, chwil spędzonych z tymi, których się kocha, gesty i życzenia. Życzenia zdrowia – nigdzie jak tutaj, człowiek nie wypowiada ich wręcz z wiarą, że się spełnią. Tak samo są odbierane – jak przepowiednia. Wstać samemu, iść sobie po kawę i utrzymać kubek. Uśmiechnąć się do kogoś z krzesełka obok i pożartować. Na onkologii panuje specyficzne poczucie humoru. Ale tak, tutaj ludzie żartują i śmieją się. Tak szczerze i radośnie. Tak naprawdę. Pragnienie rutyny, zwykłej codzienności i chęć robienia tych wszystkich nudnych rzeczy jest zatrważająca. Przyziemność, normalność, strach.

Proste pytania i pragnienia. Coś, co dla zdrowej osoby nie ma żadnego znaczenia. Kto by się przejmował tym, czy jutro będzie potrafił normalnie jeść. Jedzenie – zwykła czynność. Tak normalna, tak powtarzalna, że nie robi żadnego wrażenia. Coś zjem, obrócę się i idę dalej. Nie, nie chcę żebyście godzinami skupiali się na jedzeniu. Chcę, żebyście byli wdzięczni losowi za normalność.

Ja też się boję. Tak jak i Ty. Każdy ma swoje strachy, które go męczą, które próbuje poskromić, nad którymi próbuje zapanować. One są zawsze. Inne, kiedy chodzimy do szkoły, inne na studiach. Kolejne, kiedy zaczynamy dorosłe życie. A kiedy pojawiają się dzieci, dawne strachy odchodzą w zapomnienie, a pojawiają się takie, o których nie mieliśmy pojęcia. Każdy strach jest ważny. Ale ważne jest też podejście do strachów.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że każdy ma swoje strachy, którym musi stawić czoła. Dalsza część brzmiała: Ty masz chorobę, ja mam pracę. I choć porównanie było kompletnie beznadziejne, dla mnie wtedy było wyrazem braku empatii i szacunku do tego, z czym się mierzyłam – dziś widzę, że jednak miało sens. Bo tej osoby zrobiło mi się po czasie żal. Żal, że jej jedynym sensem życia jest praca. A największym strachem to, że może ją stracić.

Dziś mogę Wam dzięki temu pożyczyć przemyślenia swoich strachów. Bo one dużo o nas mówią. Bo radość z tego co przyziemne, radość z codziennych czynności, radość życia, to coś najcenniejszego, co człowiek ma. A strach przed utratą tego zwyczajnego życia, tego nudnego życia i rutyny, tej ulubionej szklanki kawy i wieczoru przed telewizorem świadczy, że macie dobrze poukładane priorytety.

Tak sobie myślę, czy odwaga może być sumą małych lęków, strachów z jakimi mierzymy się co jakiś czas? Chyba tak, bo skąd mielibyśmy siłę, żeby wyjść im naprzeciw…

A Ty, czego się boisz?