A jeśli rak wróci? Jak zapewnić sobie komfort psychiczny i żyć normalnie?

Rak.

Życie po raku.

Komfort psychiczny.

Absurd.

Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że po chorobie nowotworowej można osiągnąć komfort psychiczny – nie wiem, czy bym mu uwierzyła. Sama przez długie miesiące myślałam, a nawet byłam pewna, że komfort psychiczny po nowotworze jest czymś totalnie abstrakcyjnym. Dzisiaj, cztery lata po operacji nie tylko mam komfort psychiczny, ale i śmiało patrzę w przyszłość. Pracuję, wychowuję dzieci i spełniam marzenia. Jak to zrobiłam? Wiadomości mam dwie: dobrą i mniej dobrą. To nie jest wpis obiektywny. Nie ma jednego sposobu na osiągnięcie komfortu psychicznego po chorobie. Subiektywnie powiem Ci, co mi pomogło i nadal pomaga. A obiektywnie – że z optymistycznym podejściem do życia, mimo kłód pod nogami, żyje się lepiej i prościej.

Czasem trzeba upaść tak nisko, żeby mieć się z czego odbić

„My już nigdy nie będziemy żyć normalnie, to prędzej czy później wróci”. Mam te słowa przed oczami do dziś, choć przeczytałam je ponad 3 lata temu. Byłam po operacji raka tarczycy, po jodowaniach, szukałam wsparcia, ukojenia nerwów, osób które też to przeszły, a przede wszystkim informacji: co dalej? Klasyczny schemat – czujemy się bezpieczniej, lepiej, czujemy zrozumienie wśród osób, które przeszły to samo, co my. Jednak nie zawsze tak jest: zrozumienie nie oznacza, że ktoś nas pocieszy i da nadzieję. Kilka miesięcy po tym, jak pozornie to miejsce znalazłam, opuściłam je. Mimo tego, iż wydawało mi się, że dostałam odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mną targały. Dlaczego? Bo stres narastał, traciłam nadzieję na normalność, a każdy mój optymistyczny głos nazywany był naiwnością. Bo przecież prędzej czy później umrzemy. Później zrozumiałam, że komfort psychiczny, to klucz do dalszego spokojnego i szczęśliwego życia. Życia po raku.

I tak wszyscy umrzemy. Zdrowi i chorzy. Wszyscy

Nie zliczę ile dostałam w ciągu ostatnich miesięcy pytań o to, skąd we mnie taki optymizm, skąd czerpię energię, nie boję się działać i widać po mnie, że po tym wszystkim, udaje mi się żyć normalnie. Czy się nie boję, że choroba wróci i znów zacznie się ten cały koszmar? Boję się. Ten strach będzie mi już towarzyszył do końca życia. Tak samo, jak strasznie boję się każdej wysokiej temperatury u mojego syna. Kiedy miał dwa latka i dostał pierwszej wysokiej gorączki, stracił przytomność, dostał drgawek. A ja do dziś pamiętam te koszmarne 10 minut oczekiwania na karetkę. Przez kolejny rok, każda choroba wywoływała u mnie paniczny strach. Nie opuszczałam syna na 5 minut, non stop sprawdzałam temperaturę. Nie potrafiłam jeść, pić, spać, pracować. Strach mnie paraliżował. Zrobiłam mu wszelkie niezbędne badania, w tym neurologiczne. Wszystko w porządku. Każdego dnia dbam o jego odporność, podaję witaminę D, troszczę się o zbilansowaną dietę, zapewniam aktywność fizyczną. Dbam i robie wszystko, żeby się nie rozchorował. Z czasem zaczęłam się uczyć kontrolować strach. Oswoiłam go. Dzisiaj, gdy Kacper łapie infekcje, wiem dokładnie jak reagować. Boję się nadal, ale to strach kontrolowany, dużo spokojniejszy, wyważony. Już chyba wiesz, co chcę Ci powiedzieć. Strachu się nie pozbędziesz. Możesz się za to nauczyć nad nim panować. Bo odwaga, to nie brak strachu, ale po prostu panowanie nad nim.

Pamiętam doskonale, kiedy na czas choroby porzuciłam wszystkie marzenia i cele. Czas leczenia chciałam przewegetować. Cokolwiek wymyśliłam, wpisywałam do zeszytu: „na czas po chorobie”. Moje życie podzieliło się na to, co było i na to, co będzie. Czas rzeczywisty jakby nie istniał. Przełomem był moment, kiedy pierwsze leczeni nie powiodło się i musiałam poddać się kolejnemu. Aha, kolejne pół roku wegetacji – pomyślałam. Wtedy mój lekarz jakby zgadł, o czym myślę. Powiedział mi coś, co powtarzam dziś każdemu – zacznij żyć z chorobą, zacznij żyć pomimo niej. Ale żyć! A co zrobisz, jak to się będzie ciągnęło latami, jak wrzody żołądka? Te osoby też muszą jakoś żyć. Wpisałam chorobę, życie z nią, do życia. Po prostu. Ktoś musi mierzyć się z cukrzycą i badać codziennie. I żyć. Ja muszę tak samo. I chcę.

Robię, co mogę. Na resztę nie mam wpływu.

To jest trochę tak, jak z przejściem przez ruchliwą ulicę. Możesz nie zważając na nic przebiec przez nią z paraliżującym strachem, że nie nadjedzie żaden samochód. A możesz podejść na spokojnie, rozejrzeć się, i przejść. Czasem trafi się szaleniec, który nadjedzie niespodziewanie. Ale zachowując ostrożność minimalizujesz prawdopodobieństwo. I ja tak żyję – robię wszystko, żeby choroba nie wróciła. Na resztę nie mam wpływu.

Pozwól sobie na płacz

Nie musisz zgrywać bohaterki. Nie musisz udawać, że ze wszystkim świetnie sobie radzisz. Nie musisz wszystkim udowadniać, że to Cię nie rusza. Pozwól sobie na wszystkie emocje – a w chorobie jest ich mnóstwo. Ja poznałam takie, o jakich nie miałam pojęcia. Ale sobie na nie pozwoliłam. Kiedy potrzebowałam płakałam, złościłam się, wkurzałam. Przeszłam przez te wszystkie etapy, aż do akceptacji, a „dlaczego ja” zamieniłam na „co dalej?”.

Poszukaj wsparcia,  nie musisz z wszystkim mierzyć się sama

Wciąż jest za mało wsparcia dla osób, które mierzą się z nowotworami. Wsparcia psychicznego. A to jest kluczowe w procesie leczenia i późniejszego powrotu do tzw. normalnego życia. Jeśli nie radzisz sobie z chorobą, z jej skutkami, ze strachem – skontaktuj się ze specjalistą. Bardzo ważne jest też otoczenie – u mnie nastąpiła weryfikacja znajomych. To był dla mnie cios – kiedy zachorowałam, wiele osób ucięło ze mną kontakt. Z czasem zrozumiałam, że to były osoby, które ciągnęły mnie w dół i były obok tylko dlatego, że miały z tego korzyści. Po chorobie nie mogłam pomagać, więc była bezużyteczna. To drastyczne, ale pamiętaj – osoby, wokół jakich się obracamy, mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Bo gdyby mi ktoś codziennie przypominał, że jestem chora i nic dobrego już mi się w życiu nie wydarzy, w końcu bym w to uwierzyła. Dzięki temu, że mam teraz wokół osoby, które podają mi rękę, kiedy upadam, wierzą w moje marzenia bardziej niż ja, i zamiast pytać: „po co Ci to?”, pytają: „kiedy i jak mogę Ci pomóc?” – chce mi się jeszcze bardziej działać, żyć i iść do przodu.

Ustal ze sobą, czego chcesz

Choroba weryfikuje wszystko. Usiądź i zapytaj sama siebie, czego chcesz od życia. Czy to, co robisz, na czym się skupiasz, na co tracisz energię jest napewno tym, czego chcesz? Czy oczekiwania, jakie realizujesz są Twoje, czy może narzucone przez kogoś. Czy sposób, w jaki zostałaś wychowana, jest tym, co pcha Cię do przodu, czy może stopuje? Zapytaj siebie, czego chcesz. Uwolnij się od oczekiwań innych osób. Spróbuj postawić siebie na pierwszym miejscu.

Zrób dla swojego zdrowia wszystko, co możesz

Badaj się regularnie. Pamiętaj o tym. Wodzisz, ja teraz przez sytuację z covid mam przesunięte już o pół roku badania diagnostyczne. Te, które potrafiłam, zrobiłam na własną rękę. Wiem, że to kosztuje. Ale nie pójdę w tym miesiącu do fryzjera i kosmetyczki, nie kupię nowej sukienki. Mój komfort psychiczny jest tego wart. Wiem, że wszystko jest w porządku. Tak, w trakcie oczekiwania na wyniki stres jest ogromny. Ale ulga po otrzymaniu ich, niewyobrażalnie większa. I nie przekonuje mnie: „Nie badam się, bo jeszcze coś wyjdzie”. Jeśli coś wyjdzie przy regularnych badaniach, będzie to o tyle szybko, że uda się nad tym zapanować.

Zaopiekuj się sobą

Jakie to jest ważne, jakie to jest mądre. Jak ja późno się tego nauczyłam! Zaopiekować się sobą. Zrobić coś dla siebie. Poświęcić czas tylko sobie. Spróbuj kilka minut dziennie być sama ze sobą. Tu nie będę pisała więcej. Spróbuj i zrozumiesz, dlaczego ten punkt jest tak ważny!

Zadbaj o dietę i aktywność fizyczną

To, co jemy, ma ogromny wpływ na to, jak się czujemy. I to nie są puste slogany. Ja kilka lat temu zmieniłam sposób odżywiania. Jest mi lepiej, lżej, znacząco poprawiły się moje wyniki krwi. Są na tyle dobre, że nie musiałam w ciąży się wspomagać suplementami diety, poza oczywistym zestawem pięciu witamin rekomendowanych przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne. I aktywność fizyczna: endorfinki 🙂 Tych nigdy za wiele.

 

Na koniec chcę Ci powiedzieć tylko tyle – dbaj o siebie. Dbaj o te aspekty, na jakie masz wpływ. Wtedy masz poczucie, że panujesz nad tym, co się dzieje. A przede wszystkim, odpowiedz sobie na pytanie: czy ja chcę?

Bo ja chcę. I robię wszystko, żeby to się udawało.

—–

Wpis powstał w ramach kampanii społecznej, której organizatorką jest Kamila Paszelke, autorka bloga Uważniej.pl – „#RÓWNOWAŻĘ. Kampania Społeczna Higieny Umysłu”. W ramach Kampanii powstało wiele fantastycznych wpisów, zerknij. Naprawdę warto.

Czytaj na walizkach – Jak dbać o siebie w ciąży. Zadbaj o siebie dla dwojga

Mama na wypasie – Mama perfekcjonistka i jej spokój ducha

Bąbelkowo – Asertywność. Trudna sztuka mówienia „NIE” i stawiania granic w trosce o samą siebie.

Uważniej – Wywiad z Natalią Gaweł. Autorką Dziennika Uczuć

Socjopatka – Książki wywołujące spokój w sercu

Uważniej – Przede wszystkim Ty. Czyli o tym, że jesteś ważna

Duże podróże – O odpuszczaniu. DLaczego czasem warto odpuścić

Ja zwykła matka – 5 rzeczy, które pozwolą Ci znaleźć balans w życiu

Uważniej – Jak osiągnąć spokój, będąc osobą wysoko wrażliwą?