Przez Internet można być złośliwym, prawda? Bo w życiu to nie wypada…

Przez Internet można być złośliwym, prawda? Bo w życiu to nie wypada…

Spotkałam kiedyś znajomą na zakupach. Od słowa do słowa, w koncu ona mi mówi:
Ej, ale nie gniewasz się za to, co napisałam pod Twoim artykułem?
No nie gniewam się – powiedziałam, choć w głębi serca trochę zrobiło się przykro, kiedy przeczytałam ten komentarz.
Tak myślałam, że nie będziesz zła. W koncu to, co pisze się w necie to się nie liczy, co nie? Życie jest tutaj, tam to tylko zabawa i głupoty! – powiedziała mrugając do mnie okiem.

Tak, W Internecie to tylko zabawa i głupoty, więc można pisać co się chce.

Nie, nie można. Wiecie dlaczego?

Po pierwsze:

W INTERNECIE NIE JESTEŚMY ANONIMOWI

O ile taki przypadek jak wyżej to pikuś, to obserwuję coś znacznie gorszego. Od drobnych uszczypliwości nikomu się jeszcze nic nie stało. Ja też przymykam na to oko. Ale hejt boli. Pamiętam, jak lata temu się mówiło: „Mam zmienne IP, nikt mnie nie namierzy”. To już się skonczyło. Dotrzeć do hejtera jest dziś o wiele łatwiej, niż Wam się wydaje. A kiedy ktoś się uprze i zacznie szukać – uwierzcie, znajdzie. Kiedyś ludzie chowali się na forach pod nickami, a dzisiaj piszą komentarz wprost ze swoich kont w social mediach! Podpisują się imieniem i nazwiskiem – można wejść na ich profil i zobaczyć gdzie mieszkają, gdzie pracują, jakich mają znajomych, rodzinę. Nie kryją się z tym. I teraz wyobraźcie sobie sytuację, kiedy przykładny ojciec trójki dzieci, pracownik biurowy obraża i wyzywa innych na portalach społecznościowych. Jak nauczycielka, ulubienica dzieci hejtuje w sieci innych i pisze, że nienawidzi bachorów. Wiecie, że przez takie coś można stracić pracę? Wiecie, że rekruterzy zanim zaproszą kogoś na rozmowę kwalifikacyjną bardzo często wcześniej sprawdzają profile społecznościowe? Tego nie da się ze sobą nie łączyć. Nie żyjemy w dwóch światach – tu jesteśmy mili i sympatyczni, a w innych wyzywamy i uprzykrzamy ludziom życie. Tak się nie da. Nie jesteśmy anonimowi w Internecie i musimy się z tym liczyć. Z konsekwencjami. Obrażanie, zniesławienie przez Internet jest tak samo karalne. Pamiętacie sprawę Michała Karmowskiego? Albo Marty i Janka z SuperStylera?

Po drugie:

LUDZKA PRZYZWOITOŚĆ NA TO NIE POZWALA

Tak, ludzka przyzwoitość. Nie wyobrażam sobie usiąść do komputera, przeczytać artykuł i zbesztać autora za to, że mi się nie podobał. Bo mam inne zdanie. Bo wolno mi krytykować. Bo autor musi się liczyć z konstruktywną krytyką. Tak, możesz napisać, dlaczego Ci się nie podobało i to uargumentować, pogadać, wymienić poglądy. Dyskusja jest jak najbardziej na tak! Ja je uwielbiam! Ale kulturalnie. A nie napisać, wyzwać i jeszcze dodać do laptopa: „Ale Ci dowaliłem!”. Czasem komentatorzy denerwują się, że ich komentarze są usuwane. Ja to popieram, choć taki przypadek zdarzył mi się raz. Wyobraźcie sobie, że wyprawiacie przyjęcie – zapraszacie gości, sprzątacie dom, gotujecie pyszności. I trafia się taki jeden, który staje na stole, zaczyna Was obrażać i wysypuje hałdę śmieci na ziemi. Wypraszacie go, czy dyskutujecie i przekonujecie, żeby zmienił zdanie i zachęcacie do tego, żeby był miły? Tak, to było pytanie retoryczne. Odpowiedź jest jedna. Ja w życiu prywatnym nikogo nie obrażam, nie wyzywam, nie mówię mu przykrości tylko dlatego, żeby się dowartościować. I tego samego przestrzegam w Internecie. Zanim coś napiszę zastanawiam się, czy powiedziałabym mu to face to face.

Po trzecie:

NO WŁAŚNIE, PO CO?

Po co obrażać ludzi w Internecie? Domyślam się, że te wszystkie brzydkie komentarze, fala hejtu i złośliwości biorą się z… no właśnie z czego? Z niezadowolenia z własnego życia, kompleksów, zazdrości, dowartościowania się, uprzykrzenia komuś życia? Po co?

Znacie pewnie to brzydkie przysłowie „Gwiazda w necie, p**** w świecie”? Internet dodaje odwagi – siedzimy bezpiecznie za biurkiem, z zaklejoną kamerką, w murach swojego domu. Przecież nikt nas nie znajdzie. I odreagowujemy swoją złość, swój zły dzien w pracy, to że szef nakrzyczał, zakupy się nie udały i złamał się paznokieć. Wylewamy wiadro złośliwości i wracamy do swoich zajęć. Do męża, dzieci i swojego spokojnego, pięknego życia.

I wracając do rozmowy, od której zaczęłam ten tekst – tak, było mi przykro. Nie ma dla mnie różnicy, czy ktoś powie mi coś złośliwego twarzą w twarz czy drogą internetową. Dla mnie to jest na równi.

Odpukać, na palcach jednej ręki mogę zliczyć takie komentarze. Ale kiedy zerkam na to, co się czasem dzieje pod tekstami koleżanek, to aż głowa boleć zaczyna. Nie wiem skąd się to bierze i dlaczego. Przecież można kulturalnie napisać, że tekst się nie podobał bo bla, bla, bla. Przecież nie wszystko musi się podobać. Nie trzeba też tego czytać. Przecież to takie proste… No chyba, że ktoś po prostu chce się przyczepić. A na to to już rady nie ma…

POZDRAWIAM!

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, UDOSTĘPNIJ go proszę
– skoro podoba się Tobie, może spodoba się też Twoim znajomym?

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co się u nas dzieje – na FACEBOOKU codziennie rozdaje mnóstwo dobrej energii i humoru! Dołącz do nas – pijemy kawę, śmiejemy się, dyskutujemy, rozwiązujemy problemy, wzruszamy się!

Jeśli chcesz się pośmiać, zmotywować i przekonać, że pyszne jedzenie pachnie nawet przez ekran – dołącz do mnie na INSTAGRAMIE! Czekają tutaj na Ciebie nie tylko piękne zdjęcia, ale i życiowe historie na Instastories!
Czekam na Ciebie!

  • Ja właśnie tego też nie rozumiem. Przyjęłam zasadę: w Internecie mówię to, co powiedziałabym w realu. Albo: nie mówię tego, czego nie miałabym odwagi powiedzieć na żywo. Tak naprawdę to jacy jesteśmy w Internecie pokazuje prawdziwych nas. I to mnie martwi… .

    • Dokładnie Asiu – głos rozsądku. W Internecie pozwalamy sobie na dużo więcej… i mnie też to martwi 🙁

      • Na szczescie mozemy jednym ruchem wyjsc z wirtualnego chamstwa! 🙂

  • Kiedyś jakaś dziewczyna napisała na mojego maila blogowego wiadomość, że „mój blog jest totalnie nieprofesjonalny i po prostu obrzydliwy”. Do dziś się czasem zastanawiam, skąd ludzie mają na to czas… Mi by się nie chciało czytać, a nawet wchodzić na bloga, którego nie lubię bądź mnie nie interesuje, już nie wspomnę o szukaniu na tym właśnie blogu maila kontaktowego do autorki i pisania takich właśnie wiadomości. I to właśnie jest obrzydliwe – to na jakie słowa ludzie sobie pozwalają w internecie. Zastanawia mnie jaką osobą jest ta dziewczyna na żywo. Pozostaje mieć nadzieję, że bardziej profesjonalna i mniej obrzydliwa… od mojego bloga.

    • Też mnie to zastanawia… Skąd się to bierze i dlaczego? Kiedy mi się coś nie podoba, przestaję czytać i idę dalej…Po prostu. Straszna musiała być ta wiadomość! 🙁

  • Ech Karolka, najpierw się uśmiechałam. Pamiętam, jak mówiło się, że zmienne IP chroni przed wszystkim. 😀 Dziś mnie to bawi niemiłosiernie. 😀 Potem jednak czytając dalej, zaczęłam się powoli wkurzać, bo jest dokładnie tak jak mówisz.

    Anonimowość? Nic z tego.

    Ludzka przyzwoitość? To przerażające, że coraz trudniej o nią.

    I ostatnie pytanie: po co? No właśnie: po co? Wątpie, że komukolwiek robi się lepiej kiedy kogoś obrazi…

    • Po co – to pytanie zostanie bez odpowiedzi… Bo ja nie jej nie znam, choćbym chciała – nie wymyślę :/