„Mamo, żyrafa rodząc się wypada z tyłka mamy, a ja?”

„Mamo, żyrafa rodząc się wypada z tyłka mamy, a ja?”

Dzieci pytają: odpowiadać czy zbywać?

Całe rodzicielstwo polega na odpowiadaniu na trudne pytania. Albo nie. Rodzicielstwo polega na szukaniu trudnych odpowiedzi na, z pozoru łatwe, pytania. I tu nie wystarczy zwyczajnie odpowiedzieć, bo potrzeba ogromnej wyobraźni, empatii i zdolności przekładu praw fizyki i chemii z polskiego na nasze. Co więcej – tutaj jedna odpowiedź nie wystarczy. Bo wszystko co powiemy musi się zmierzyć z wszechobecnym i tak bardzo nielubianym przez rodziców: „Dlaczego?”.

Dlaczego głowa jest na górze, a nogi są na dole?
Z czego kura robi jajka?
Dlaczego muszę jeść warzywa, skoro Eskimosi ich nie jedzą i też są zdrowi?
Którędy rodzą się dzieci?
Po co komu podpaski?
A czy masz nadal w piersiach mleko, jak ja już urosłem?
Jak ktoś się dziwi to jest dziwką?
Dlaczego ciocia połknęła dziecko i teraz ma je w brzuchu?
Dlaczego babcia nie ma zębów, możemy jej kupić?
Dlaczego chłopcy i dziewczynki mają oddzielne toalety?

Co robić, kiedy dzieci pytają?
Odpowiadać. Najgorszą rzeczą, jaką może zrobić rodzic wobec zamęczającego go pytaniami brzdąca jest zbywanie go. „Daj mi już spokój!”, „Znajdź sobie zabawę”, „Nie męcz mnie tymi pytaniami”. I moje ulubione – „Co za głupie pytanie!”. Ta odpowiedź zawsze, ale to zawsze ląduje w ustach osób, które nie znają odpowiedz na pytanie dziecka. Pamiętajcie, nie ma głupich pytań. Są tylko głupie odpowiedzi.

A jeśli nie znam odpowiedzi?
A czy każdy musi być wszechwiedzący i mieć gotową odpowiedź na wszystkie pytania? Oczywiście, że nie! Kiedy moje dziecko o coś mnie pyta, a ja nie znam odpowiedzi, proponuję mu poszukanie jej w książkach lub Internecie. Albo pytamy kogoś z domowników, czy zna odpowiedź.

Dlaczego należy odpowiadać na pytania?
Maluchy mają w sobie naturalną ciekawość świata, co jest absolutnie fascynujące! Nie zabijajmy jej! To, że maluch o wszystko wypytuje, domaga się odpowiedzi na kolejne pytania i zadręcza ciągłymi „Dlaczego” powinno nas cieszyć. Ja wiem jak to jest, kiedy zaczyna się pytanie od tego, co to za kwiat, a kończy na tym, dlaczego płatki są białe a nie niebieskie i dlaczego mleko jest białe, a nie czekoladowe, a skoro już musi być białe, to dlaczego nie jest waniliowe. I czasem te pytania doprowadzają mnie do szału. Ale wtedy nie mówię: „Daj mi spokój i nie pytaj już”, ja wtedy mówię: „Idź do tatusia. On na pewno wie!”.

Zachęcać dziecko do zadawania pytań?
Absolutnie tak! Kiedy maluch pyta o coś i na tym poprzestaje, można zwrócić jego uwagę mówiąc: „A wiesz dlaczego?”, „A mam Ci powiedzieć co się z tym dzieje?”, „Nie zgadniesz, co można z tym zrobić” itp. Jeśli pytanie jest na tyle łatwe, że dziecko samo po chwili namysłu może wpaść na odpowiedź, nie odbierajmy mu tej przyjemności. „Dlaczego nie wolno dotykać naczynia wyjętego z piekarnika?”. Można zapytać malucha, co on o tym myśli, co się dzieje w piekarniku i jakie to może mieć konsekwencje, kiedy się dotknie naczynia. Wiecie jakie dziecko jest z siebie dumne, kiedy samo wpadnie na odpowiedź? Jak rośnie jego poczucie własnej wartości?

Dlaczego te pytania są takie ważne?
Bo uczą malucha rozwiązywania problemów. Czegoś nie wiem, więc pytam, szukam odpowiedzi, dzięki czemu potrafię rozwiązać problem. Co więcej – pokazujemy maluchowi, że nie każdy wszystko wie, że niewiedza nie jest niczym złym, jeśli dąży się do wiedzy.

Z tymi pytaniami to jest tak, że niektóre są łatwe, inne trudne, jeszcze inne śmieszne lub wkurzające. Czasem zbywamy dziecko już na starcie bojąc się lub przewidując, dokąd ta rozmowa może nas zaprowadzić. Czasem zupełnie niepotrzebnie. Opowiem Wam coś.

Kacper ma swoją ulubioną encyklopedię zwierząt, którą zna już na pamiętać i w kółko chce, żeby mu ją czytać. Oczywiście, to czego się z niej dowiaduje, skłania go do zadawania pytań, na które ja nie mam zielonego pojęcia jak odpowiedzieć, bo np.
– Dlaczego żuk toczy kulkę ze swojej kupy a potem ją zjada?
– Dlaczego małe rekinki będąc jeszcze w brzuchu mamy zjadają się wzajemnie?
– Dlaczego u koników morskich to tata ma dzieci w brzuchu?

Ostatnio zainteresowało go coś zupełnie innego. Czytaliśmy o zwierzętach i ich młodych. Jest taki obrazek, gdzie namalowana jest żyrafa i jej dziecko spadające na ziemię – w połowie drogi od ogona do trawy. Z krótkiego tekstu dowiadujemy się, że małe żyrafiątko kiedy się rodzi, spada na ziemię z odległości 2 metrów i jest lekko oszołomione. Jak myślicie, czy moje dziecko zainteresowało to, że to odległość 2 metrów? Że to wysoko? Nie! On tak patrzył na ten obrazek, patrzył i w końcu z radością wykrzykuje:
– Ta żyrafa wypadła z tyłka!

Zaczął biegać i wszystkich uświadamiać, że mała żyrafka wychodzi z tyłka i spada na ziemię. W myślach układałam już cały scenariusz i gotowe odpowiedzi na przewidywane pytania. No bo ta żyrafa to naprawdę z tyłka wychodzi. W sumie to jakby zapytał, czy on też wychodzi z tyłka to mogłabym powiedzieć, że nie. No i nie skłamałabym. I tak się zastanawiałam jakby tu trochę ponaciągać fakty, kiedy młody usiadł obok mnie i zadowolony z siebie powiedział:

– Fuj, żyrafa wychodzi z tyłka mamy! Dobrze, że ja się normalnie urodziłem!

Cokolwiek to znaczy normalnie, dało mi jeszcze trochę czasu na dopracowanie odpowiedzi.

A Wasze dzieciaki o co ostatnio pytały?

EDIT:

Dziś młody zapytał, co to są „odchody”, więc wytłumaczyłam mu. Zapytał skąd taka nazwa. Po chwili namysłu powiedziałam:
– Kupa odchodzi z tyłka, więc jest odchodem.
– Mała żyrafa też odchodzi z tyłka – też jest odchodem?

#Takżetego

4

6

3

2

1

foto: Piotr Duda