Magia świąt. O co tutaj właściwie chodzi?

Magia świąt. O co tutaj właściwie chodzi?

Moja magia świąt

Magia świąt. Zawsze zastanawiałam się, co to takiego. Czy to, że spotykamy się z całą rodziną i wspólnie biesiadujemy zapominając o kłótniach, różnicach zdań i poglądów. Czy to, że jesteśmy bardziej mili dla przechodniów i uśmiechamy się bez powodu do mijanych ludzi? A może to ten nastrój, choinka, światełka i komercyjna otoczka sprawia, że mówimy o magii. W tym roku wystawiając na próbę własne małżeństwo postanowiłam sprawdzić czym jest magia świąt.

Wiecie, od zawsze mnie to nurtowało. Magia świąt. Coca-cola od lat karze nam poczuć magię tych świąt. Czerwona ciężarówka, mikołaj, kolorowe światełka, choinki, obowiązkowo śnieg i uśmiech dziecka. Bo święta to czas szczególny. Czas, w którym wszystko zatrzymuje się w miejscu. Jesteśmy dla siebie mili, chętniej niż kiedykolwiek bierzemy udział w akcjach charytatywnych, spotykamy się z dawno niewidzianą rodziną i zapominamy o kłótniach i sporach. Czy stoi za tym atmosfera, czy śnieg który doskonale komponuje się z migoczącymi na domach światełkami, a może długie wieczory, mniej pracy i nastrój? Nie wiem, ale bardzo mi się to podoba.

Nie jest to jednak odpowiedź na moje pytanie. Cóż, jestem z zawodu dziennikarzem, a to zobowiązuje. Na studiach uczyli nas, że każdą informację należy sprawdzić w kilku źródłach, zanim poda się ją do publicznej wiadomości. Dlatego w poszukiwaniu odpowiedzi, czym jest magia świąt, posunęłam się dość daleko… Postanowiłam pójść na całość, nawet kosztem swojego małżeństwa.

I tak o to żonasamozło chcąc rozwiązać tajemnicę magii świąt, wymyśliła podstęp – mianowicie remont. Początkowo miał się ograniczać tylko do pokoju młodego, ale co tam – odpowiedzialność dziennikarska nie pozwoliła mi pójść na łatwiznę. Dlatego do pokoju dziecięcego doszło jeszcze malowanie pokoju gościnnego i naszej sypialni. Mąż się zgodził. Pomyślałam więc, że pewnie widzi, że malowanie się przyda, dlatego poszłam dalej. Remont holu, który zostanie przerobiony na biuro. Pomyślałam jednak, że to za mało, bo mąż znów się zgodził bez wahania. Dorzuciłam więc nowe meble. I kiedy podejrzanie mu się przyglądałam, a on obliczał ile farby potrzebujemy, powiedziałam słowa kluczowe – REMONT MUSIMY SKOŃCZYĆ  PRZED  Ś W I Ę T A M I !

To była chwila, kiedy zaczęłam wątpić w teorię magii świąt. A nawet w swoje małżeństwo. Po żywej, merytorycznej dyskusji z konstruktywną krytyką w tle doszliśmy do porozumienia. Gwiazda nade mną czuwa – bowiem wzięliśmy się do pracy. Postęp od kilku dni przebiega wzorowo. Wszystko mija w atmosferze spokoju, poszanowania poglądów, z uśmiechem na twarzy i zadowolenia z pracy. Oczywiście z konstruktywną krytyką na porządku dziennym. Do świąt pozostały cztery dni – jesteśmy na dobrej drodze, aby uniknąć wieszania bombek na kablach, a gości przyjmowania na schodach – bo tylko tam jest miejsce, żeby usiąść bez nadziania się na jakąś pierdołkę.

Nie wiem czy to magia świąt, czy może po prostu miłość. A może to, że mąż już po świątecznej spowiedzi 🙂 Wiem tylko, że to był idealny czas na remont, bo nie doczekałabym się go przez najbliższe pół roku 🙂 Także korzystajcie z tej magii, bo działa cuda 🙂 !!!

A teraz już całkiem serio. Magia świąt nie bierze się z choinki, kolorowych światełek, ze słuchania kolęd i pieczenia ciasteczek.  Magia świąt rodzi się w naszej głowie. Ktoś nas nauczył, że święta to wyjątkowy okres. Czas spędzony z bliskimi w miłej atmosferze, czas pozbawiony kłótni. Czas dobrych serc. I tak sobie to zakodowaliśmy. Super, szkoda tylko, że nie wpojono nam do głowy, że tak powinny wyglądać wszystkie nasze dni. Codziennie dzień dobry pani w sklepie, niekrzyczenie na przechodnia, który przypadkiem na nas wpadł, znalezienie czasu dla rodziny, czasu na zabawę z dzieckiem. Wyciszenie komórki, kiedy siedzimy przy kolacji, spacer z najbliższymi w niedzielę po obiedzie, granie w planszówki zamiast przesiadywania przed telewizorem. Przedłożenie życia prywatnego nad życie zawodowe. Coś, co w czasie świąt przychodzi nam z łatwością, w ciągu roku graniczy niemal z cudem! Skoro potrafimy to robić BEZ PROBLEMU przez kilka dni w roku, dlaczego nie potrafimy tego robić codziennie? Bo jak widać, wystarczy tylko poukładać to sobie w głowie i uznać za normę.

Zamienić magię świąt na magię dnia codziennego? Ja w to wchodzę. I tego będę uczyła moje dziecko.